Pałac w Mosznej słynął  z zasobności w dzieła sztuki, gromadzone z niezwykłym znawstwem i starannością  przez protoplastę rodu, hrabiego Huberta von Tiele Wincklera oraz uzupełniane przez jego następców. Wojna sprawiła, że prawie całe wyposażenie pałacu, łącznie z galerią sztuki, "zniknęło", tuż po przejściu rosyjskiego frontu - relacje jednego ze świadków, szokują ...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dawny pracownik Stadniny Koni w Mosznej,  który wiele lat temu wyjechał do RFN i w ubiegłym roku (2009) odwiedził Moszną, stwierdził, że większość wyposażenia pałacu została zabrana  przez mieszkańców okolicznych wiosek, tuż po przejściu frontu. Widział, jako dziecko, całe rzędy furmanek, które ustawiały się w kolejce, by załadować i wywieźć hrabiowski dobytek.

 Twierdził również, że niewiele pozostało Rosjanom, którzy nieco później zajęli się  dalszym opróżnianiem pałacowych wnętrz. Wyjaśnił przy okazji historię groźnego pożaru, który został wzniecony przez szabrowników. Pożar miał miejsce w hrabiowskim archiwum rodzinnym, zlokalizowanym w jednym z pomieszczeń piwnicznych, zablokowanych potężnymi stalowymi drzwiami, niemożliwymi do sforsowania. Dlatego też postanowili przebić się przez sufit, gdyż staranny sposób  zabezpieczenia sugerował, że natrafią tam na jakieś niezwykłe skarby. Jestem przekonany, że na skarby o wartości historycznej, w postaci dokumentów, natrafili z pewnością, lecz nie takie walory spodziewali się tam znaleźć. Miejsce z dokumentami było wielokrotnie plądrowane, aż w końcu zostało bezmyślnie podpalone. Pożar wzniecił, wg. słów tego świadka, syn jednego z pierwszych nauczycieli, którzy tuż po wojnie zjawili się w Mosznej. Wspomniał również, że pałac pełnił w pewnym okresie również rolę ośrodka kolonijnego dla dzieci i w tym czasie brązowy odlew pomnika hrabiego Huberta ( z końca alei lipowej) leżał w kącie pałacowego holu i często bywał przez dzieci traktowany  jako przeszkoda na sprawnościowej "ścieżce zdrowia". Zabrany więc został z tego miejsca dopiero kilka lat po wojnie i była nawet szansa go uratować, jednakże  zabrakło zainteresowanych.

Przedstawiona akwarela, sygnowana : STANLEY BURGHARDT, jest niezwykłym dziełem, pochodzącym najprawdopodobniej z hrabiowskich zbiorów. Wspaniała, koncertowa, żywa i autentyczna  gra barw, potrafi zachwycić. Odwzorowanie jest bardzo realistyczne, wykonane z nieczęsto spotykaną starannością  o szczegóły - emocje, które wywołuje, potwierdzają niewątpliwy ogromny kunszt   autora.

 Podobnie jak i  Święta TERESA - przykład malarstwa naiwnego, który może być nawet dziełem jednej z córek hrabiego, sądząc po starym, oryginalnym blejtramie z napięciami klinowymi, doszczętnie zniszczonym przez szkodniki - wątpię, by którekolwiek z wiejskich dzieci stać było, w tym czasie, na taki warsztat. Pierwsze skojarzenie autorskie prowadzą do córki Huberta, Ewy -  religijnej i słynnej ze skromności i poświęcenia,  prowadzącej na szeroką skalę, działalność charytatywną. To tylko zawartość jednego, starego strychu a ile jeszcze cennych niespodzianek mogą kryć pozostałe okoliczne ... dachy ?

Przepytując okolicznych mieszkańców na temat losów wyposażenia pałacu, ciągle uzyskiwane są nowe informacje. Okazuje się np. , że ksiądz proboszcz w Racławiczkach, o nazwisku BOREK, zagroził mieszkańcom wioski niedopuszczeniem  dzieci do uroczystości Pierwszej Komunii Świętej, jeśli nie zwrócą Kościołowi rzeczy, które zabrali z pałacu w Mosznej. Zabrane przedmioty parafianie furmankami zwozili na plebanię, skąd proboszcz wyekspediował je innymi zaprzęgami w niewiadomym kierunku. Niewykluczone, że jego intencją było zebranie wartościowych przedmiotów i zabezpieczenie ich przed szabrownictwem i zniszczeniem, poprzez rozlokowanie ich po okolicznych parafiach, ale to już są tylko domysły.           

Z wnętrza pałacu pozrywano również barwne wykładziny ścienne, z których miejscowe wieśniaczki szyły sobie m.in.  elementy dekoracyjne strojów ludowych ( tzw. jupy ).

Jako materiał izolacyjny na strychu, spotkałem grubą i gęsto plecioną matę  ( ryżową, sizalową ? ), która stanowiła kiedyś wyposażenie hrabiowskiej stajni - rozwijana była w przejściach, na posadzkach, by tłumić tupot końskich kopyt oraz zabezpieczyć je przed poślizgiem. 

Informacje dodatkowe będą uzupełniane na bieżąco, w miarę ich uzyskiwania.